24.02.2013

PRAWIE SKOŃCZONA ŁAZIENKA

Kończymy! Tak wygląda każde pomieszczenie w domku, prawie wszystko już zrobione:




Łazienka jest obok sypialni, oddzielona od niej cienką ścianką (którą  końcu udało wyciąć się z plexi). Bezpośrednio z łóżkiem sąsiaduje brodzik i schowane jest wc. Lalki mają nablatową umywalkę i duże lustro na nią. Miały też papier toaletowy, ale zaginął.

A na koniec, przy okazji, pokazujemy breloczki do naszych zupełnie prawdziwych kluczy. Zrobione kolektywnie: formowanie Marek i Marcin, szkliwienie Marysia, nawlekanie na sznurki Marta. Dla nas bomba :-):

19.02.2013

TRZY PIEKARNIKI I PIĘĆ PŁYT GRZEWCZYCH Z PLEKSI (TYDZIEŃ 20)

To był najgorszy możliwy pomysł. Dwoje dzieci, jeden brzeszczot:


Elementy z plexi w naszym domku wyceniono na prawie 100 zł i dlatego postanowiliśmy sami je wyciąć: ściankę oddzielająca sypialnię od łazienki, blat pod umywalkę, piekarnik i płytę grzewczą do kuchni.

Po pierwszych trzech minutach straciliśmy kontrolę nad tym, czy tniemy prosto, czy pleksa się nie rysuje itd. Pilnowaliśmy tylko palców i stołu. I brzeszczota, bo groziło, że zostanie rozerwany na dwie części, co zresztą w końcu się zdarzyło. Ciekawe, czemu nasz bardzo fajny pilnik cieszył się zerowym zainteresowaniem?

W tym szale twórczym powstało pięć płyt grzewczych i trzy piekarniki:


Piekarnik Marcinka (prawy górny róg) jest najbardziej precyzyjną rzeczą, jaką stworzył w życiu. Rysował go z natury, siedząc w kuchni na podłodze. Marysia uwzględniła garnki na palnikach i ciasta piekące się w piekarniku. W sumie wyszło im jak zwykle świetnie, ale brakującą ściankę wytniemy wieczorem sami.

10.02.2013

GLINA, CZĘŚĆ DRUGA I TRZECIA (TYDZIEŃ 18)





Wytwarzanie ceramiki to złożony proces. 
W naszej ulubionej pracowni ceramicznej byliśmy aż trzy razy!

Pierwszy etap to formowanie, o którym pisaliśmy poprzednio. Drugi to suszenie. Uformowane przez nas rzeczy schły kilka dni, a później przyjechaliśmy je trochę wyszlifować, żeby miały ładną, gładką powierzchnię. Trzeci to pierwsze wypalanie w specjalnym piecu ceramicznym, w bardzo wysokiej temperaturze. Wystudzone wyroby (czyli tak zwany biskwit) poddaje się szkliwieniu i ponownie wypala.

Żaden z tych etapów nie jest specjalnie trudny. Uczestniczyliśmy we wszystkim, poza wypalaniem (ale Marcinek dokładnie obejrzał piece, więc wiemy, o co chodzi). Fajne było przyjeżdżanie do pracowni, zawsze robiliśmy coś trochę innego niż poprzednio. Nasza glina zmieniała się: świeża była wilgotna, miękka, jedwabista i ciemnoszara, wyschnięta stawała się jaśniejsza i już całkiem twarda, biskwit jest biały i  bardzo ładny (na pierwszym zdjęciu).

Szlifowanie polega na szlifowaniu :-). 

Szkliwienie, którym zajmowaliśmy się wczoraj, widać na drugim zdjęciu. W misce znajduje się szkliwo. Część rzeczy zanurzaliśmy w nim w całości, część malowaliśmy pędzlem. Większość rzeczy łącznie z laptopem będzie biała, tylko kwiatek ma żółty środek (to stokrotka), a jabłko będzie piękne czerwone z zielonym liściem:


A tutaj dorzucimy w czwartek zdjęcie gotowej ceramiki:
Chcieliśmy bardzo, ale w końcu napisaliśmy oddzielny post.

6.02.2013

SOLARY (TYDZIEŃ 17)




Postanowiliśmy już dawno temu że w ramach racjonalizacji zużycia energii elektrycznej w naszym domku zainstalujemy panele słoneczne. Mamy XXI wiek więc nasze lalki po prostu muszą iść z duchem czasu i wykorzystywać odnawialne źródła energii. Energia wiatrowa jest trudno dostępna, elektrownia wodna grozi zalaniem sąsiadów i dlatego ostatecznie nasz wybór padł na solary.

Ze znalezieniem odpowiednich paneli słonecznych w internecie nie mieliśmy żadnych problemów. Początkowo mieliśmy założyć dwa moduły ale po dokonaniu wstępnych pomiarów generowanego prądu woleliśmy nie ryzykować i od razu założyliśmy cztery. Nasze lalki raczej oszczędzają prąd, ale mamy przecież po dwa światełka w każdym pokoju a jedno z nich jest nawet kolorowe.

Instalacja solarów na dachu naszego domku nie stworzyła właściwie żadnych problemów i zajęła niecałe pół godziny. Oby wszystkie nasze projekty szły tak gładko! Ale kiedy już wszystko było skończone i wyłączyliśmy wszystkie światła w pokoju, chcąc wykonać pierwsze testy, spotkała nas niemiła niespodzianka.  Żadna diodka w domku nie zapaliła się! Sprawdziliśmy jeszcze dla pewności miernikiem i okazało się, że nasza instalacja produkuje za mało prądu.

Następnego dnia, po całej dobie ładowania wewnętrznego akumulatorka, prądu wystarczyło zaledwie na kilka sekund.

Dzieci nie za bardzo interesowały się moimi poczynaniami. Uznały, że skoro po podłączeniu kabla do gniazdka albo do baterii domek ładnie się świeci, to tak będzie i tym razem i nie ma tu nic nadzwyczajnego. Ja natomiast rozczarowany podwójną porażką miałem zamiar zabrać się za demontaż niepotrzebnego elementu bez zbędnych tłumaczeń. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, dokładnie gdy o tym myślałem, Marcin z Marysią jak zaczarowani zaczeli się o wszystko dopytywać: "Dlaczego bateria słoneczna działa?" i "Jak zrobić żeby pojawił się prąd?". Trudno mi było na wszystkie te pytania odpowiedzieć i dlatego postanowiliśmy rozpocząć naukowy eksperyment.

Codziennie prowadzimy dokładne obserwacje a wszystko dokładnie zapisujemy w specjalnej naukowej tabeli. Jak tylko będziemy mieli narysowane wykresy i wyciągnięte wnioski podzielimy się z Wami na blogu. Na razie możemy powiedzieć, że pewnie tak jak wszyscy czekamy na długie słoneczne i efektywne energetycznie dni lata :-).

Nasza tabelka:

3.02.2013

DYWAN Z FILCU (TYDZIEŃ 17)

W długie zimowe wieczory nie zawsze zostajemy w domu i zajmujemy się domkiem. Czasem gdzieś wychodzimy, na przykład do cioci Magdy i wujka Tomka (wujek Tomek świętuje czwarty rok pobytu w Mieście Łodzi).

Wtedy mama wyciąga z torby filc i nożyczki  zajmuje się wycinaniem dywanów (bo mówi, że zostało nam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia i nigdy tego nie skończymy):



A my oglądamy przez dwie godziny bajki, bo właśnie na to mamy ochotę:

2.02.2013

TAPETA W POKOJU DZIECI (TYDZIEŃ 16)

Ta tapeta to jeden z naszych najlepszych pomysłów. Widzieliśmy sporo tapet dla dzieci z konturami do rysowania i bardzo nam się podobały, ale tylko nasza wykorzystuje oryginalne rysunki Marysi i przedstawia różne fajne urządzenia z placu zabaw. Sami moglibyśmy taką mieć!

Marysia narysowała na tablecie grę w klasy, "coś do przechodzenia", piaskownicę (widok z góry), huśtawkę pojedyńczą, huśtawkę podwójną i zjeżdżalnię:


Rozmnożyliśmy wzór w specjalnym programie, wydrukowaliśmy, a dzisiaj rano częściowo pomalowaliśmy:



Częściowo, bo stwierdziliśmy, że na dole lalki pomalują sobie same. I proszę, tak to wygląda:

29.01.2013

LAMPA Z KARTEK I DRUTU (TYDZIEŃ 16)

Kupiliśmy mnóstwo bardzo miękkiego miedzianego posrebrzanego drutu (który jest świetny, łatwo się wygina, ale nie łamie). Mieliśmy z niego zrobić druciane krzesła, ale niestety okazał się za cienki i ostatecznie powstała ta oto lampa:


Robiliśmy ją wspólnie (nawet Marcin rysował na karteczkach) i uważamy za arcydzieło!