04.11.2012

ŚWIECĄCA CHATKA






O tym, że fajny domek to świecący domek, każdy wie.
Elektryka naszego projektu będzie złożona i zamierzamy zrobić ją możliwie dokładnie. Ale celem numer jeden wspólna zabawa i dlatego na początek wymyśliłem bardzo proste zadanie, żeby dzieci oswoiły się z kablami, diodkami i baterią. Poszliśmy na żywioł, zależało mi na efekcie wow, nie na precyzji. Cel osiągnięty w 100%. W jakieś dwie godziny zrobiliśmy tekturową chatkę. Po naciśnięciu włącznika (np. w ciemnej łazience) nasza chatka zmienia się w bardzo ładny lampion. Wow!

Marysia skleiła chatkę. Ponieważ użyła niebieskiego kartonu, uznaliśmy, że to dizajnerski domek Didden Village, który znamy z książki D.O.M.E.K. :-)

Zrobienie świecącego obwodu elektrycznego takiego jak nasz jest proste. Wystarczy wziąć baterię 9V, diodę, opornik 300ohm (bez niego nasza dioda spali się, co z resztą sprawdziliśmy), włącznik i kabel. Właściwie wszystkie te elementy można dobierać w sposób dowolny i nie trzeba ściśle trzymać się wytycznych. Jeżeli dioda się nie zaświeci to znaczy że pomyliliśmy plus z minusem i diodę lub baterię trzeba podłączyć odwrotnie. Można też wykonać prototyp na płytce stykowej (ang. breadboard), żeby sprawdzić czy wszystko działa zanim zabierzemy się za łączenie kablami i wyklejanie w domku. Na koniec wystarczy wkleić za pomocą taśmy klejącej naszą instalację do domku i możemy dokonać pierwszego uruchomienia. Przy wyklejaniu dzieci są już dosyć zmęczone wszystkimi pracami, ale bez ich małych rączek wykonanie tego zadania może się okazać niemożliwe, szczególnie jeśli chatka wyjdzie taka mała, jak nasza.

Przyznam się szczerze, że nie miałem pojęcia, czy Marysia i Marcin choć trochę się zainteresują. Wszystkie elementy są bardzo małe i dosyć delikatne, dzieci szybko się zniechęcają, itp. Kluczem do sukcesu okazała się zabawa z płytką stykową, w którą można po prostu wtykać diodki i przyciski na zasadzie budowania z klocków lego. Mieliśmy kilka kolorów diodek i największą frajdą było sprawdzanie, która jak się świeci po naciśnięciu przycisku. Dla dorosłego jest to może dość banalne ale okazało się, że dzieciom sprawia wiele radości i fascynuje. A tak wygląda domek na zewnątrz, w środku i tak się świeci:





P.S. Gdyby ktoś pytał, czemu kabel wiją się po wszystkich ścianach, to odpowiadam, iż jest za długi, we własnych konstrukcjach proponuję dać nieco krótszy.

2 komentarze:

  1. Super :) Już nie mogę się doczekać, jak mój Marcin podrośnie i też będziemy robić takie rzeczy :) Teraz ma roczek i by się tylko zdenerwował, że nie pozwalam mu zjeść baterii ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    ___________
    www.wnetrzazewnetrza.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrowienia od Marcinka dla Marcinka :-).

    OdpowiedzUsuń